21. Festiwal Szekspirowski

10 dni / 300 szekspirologów
artyści, aktorzy, animatorzy
twórcy, reżyserzy, krytycy

28 lipca – 6 sierpnia

O-nic-reż.-Natalia-Orkisz-fot.-Sebastian-Góra-www.sebastiangora.com_.jpg

7 sierpnia 2017

Jeszcze nie umilkł tupot żołnierskich kroków, a już ojciec ściąga troki gorsetu weselnej sukni Hero. Bohaterka całego zamieszania stoi nieruchomo i, niczym Gombrowiczowska Iwona, patrzy – choć swoją milczącą obecnością bynajmniej nie jest w stanie zmienić relacji rządzących mesyńskimi bohaterami.

Wiele hałasu o nic to kolejna komedia wystawiona w ramach tegorocznego Festiwalu Szekspirowskiego, po bodaj najbardziej oczywistym Poskromieniu złośnicy, które można przeczytać kluczem feministycznym. W przeciwieństwie do Katarzyny, napiętnowanej za bezceremonialne wyrażanie emocji i poglądów, Hero to bohaterka niewyemancypowana – milcząca, wycofana, wklęta w patriarchalny model, w którym zaślubiny są usankcjonowanym rodzajem transakcji. Feministyczny walor utworu wzmacnia wielka intryga z domniemanym zbrukaniem cnoty i zdradą w tle. Z opisu zawartego w programie wynika, że reżyserka postanowiła się przyjrzeć przyczynom alienacji protagonistki (a jeżeli coś wynika przede wszystkim z programu, to jest to niespecjalnie pomyślna diagnoza).

Owszem, postacie znajdują się w sytuacji paraliżu komunikacyjnego. Świadczy o nim nawet scenografia, której dominantę stanowi zdewastowane pianino. W tym świecie dotychczasowy porządek został zaburzony. Hero, na ogół niema, raz przeczyta kwestię z kartki, jakby recytowała swoją kobiecość i, najogólniej, człowieczeństwo – ten trop jednak zaraz się urywa. Nieproporcjonalnie dużo scenicznego czasu zajmuje scena balu, rozegrana w prawie całkowitej ciemności, przy wykorzystaniu zwierzęcych masek. Można ją interpretować jako próbę nawiązania kontaktu „wbrew” słowom czy też „pomimo” słów. Fizyczny aspekt gry aktorskiej stanowi zresztą niezwykle ważną część spektaklu. Trącące sztucznością przekomarzanki Benedicka (Kacper Lech) i Beatrycze (Dominika Handzlik) przetykane są momentami, w których zalotnicy oddają się cielesnej ekspresji. W podobny sposób skonstruowano scenę oficjalnego przekazania oblubienicy Claudiowi (Marcin Urbanke). Hero (Grażyna Sobocińska) nie wypowie ani jednego słowa, mimo to onieśmiela przyszłego małżonka natarczywością, uporczywie wodząc za nim wzrokiem i zmuszając do przyjmowania nienaturalnych pozycji. Prawda stara jak teatr – w fizycznym działaniu zawiera się wszystko, czego nie zdołają pomieścić słowa.

Ów zalążek pomysłu nie został jednak dostatecznie rozwinięty. Gdzieś się rozmydla Szekspirowska intryga. Rozumiem, że reżyserka chciała zbadać jedynie wycinek całości, ale bez wyraźnie zarysowanego wątku fałszywego oskarżenia i jego konsekwencji słabnie oskarżycielski potencjał inscenizacji. Przedstawienie zostało rozegrane w śmiertelnej powadze (zręczne manewrowanie między serio a buffo wzmocniłoby przekaz; nie bez przyczyny w humanistyce tyle uwagi poświęca się powadze ironii). Całość uzupełnia przyjemna dla ucha ścieżka dźwiękowa z piosenkami Beatlesów i Fleet Foxes – słowa utworów są jednak zbyt ilustracyjne, a co za tym idzie – sprzyjające jednotorowej interpretacji.

Wreszcie nadchodzi finał – dla mnie niezrozumiały, choć jeśli ktoś przekona mnie do konkretnego odczytania, uderzę się w pierś. Leonato (Roman Gancarczyk) zamyka przestrzeń gry, zmieniając ustawienie pianina. Siada obok instrumentu, w milczeniu spogląda w dal. W tle pląsają balowicze – choć, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, należałoby powiedzieć: żałobnicy. Zapada ciemność, nie nadchodzi oczyszczenie. Zamiast alkowy – niepokojąco roztańczona krypta. Co dalej…?

Agata Tomasiewicz

***

O nic, reżyseria: Natalia Orkisz, PWST w Krakowie (Polska)

Shakespeare Daily

HAMLETMASZYNA.-Reenactment-reż.-Lucy-Sosnowska-fot.-Sebastian-Góra-www.sebastiangora.com2_.jpg

6 sierpnia 2017

Przypadła ci rola Hamleta, przypadła ci rola Ofelii. Hamletów jest trzech, łatwo więc nie jest, nikt nie obiecywał, że będzie inaczej. Nie idzie ci zawiązanie krawatu, spróbuj chociaż karcianych sztuczek. Jakaś pani w pierwszym rzędzie może na to poleci.

Mężczyźni w białych koszulach czekają na swoje ofiary. Zgrywając pewnych siebie, łypią spod byka na widzów, przedrzeźniają nerwowe śmiechy, szepczą do ucha Müllerowskie, napęczniałe od znaczeń frazy. Krawat zawiązany, więc wszystko w porządku. Można zaczynać. Trzem Hamletom kilkanaście minut zajmie odnalezienie się w tej niewygodnej rzeczywistości, gdzie każdy chce dominować, dać drugiemu w pysk.

Ich dramat i tak się nie odbędzie. Nikt nie usiądzie przy pianinie i na nim nie zagra. Kula dyskotekowa nie zawiśnie na suficie, choć jej błysk i pojedyncze dźwięki instrumentu złożą się na kształt jednego z wygłaszanych monologów, postulującego świat bez matek. Nieobecna Gertruda wolałaby pewnie nie słyszeć o zaszywaniu własnej waginy. Odgłos odkurzacza zagłuszy potem Aktora Grającego Hamleta, nagłośnionego przez mikrofon buntownika. Jego słowa o skamielinie nadziei i powstańczych spacerach wybrzmiewają zaskakująco aktualnie.

Co innego Ofelia, tragiczna przecież rola. Na razie tylko stoi pod ścianą i obserwuje. Rzeka ją wypluła, podcinanie żył i wkładanie głowy do piecyka też ma za sobą. Znajdujące się w jej ręku korale to tylko cukierki, które z łatwością można wsadzić do buzi i połknąć. Co, jeśli się okaże, że to tabletki? Ubrana w futro uważnie przygląda się zgromadzonym naprzeciw kobietom, jednej z nich delikatnie dotyka. Garderoba i błyskotki zostaną zdjęte, zrzucony z barków ciężar egzystencji potoczy się po podłodze i zatrzyma. Niech sobie z nim radzą inni. Może wyjść odziana we własną krew, tak zwyczajnie, schodami.

Doktor Żywago w futrze opłakuje swojego wilka, Raskolnikow za pazuchą chowa niewidzialną siekierkę. Na scenie nic się nie tworzy, jest tylko odtwarzane. Z pełną świadomością działania poprzez słowo, choć dużo tu (mechanicznych) gestów. Hamlet to przecież wszyscy inni, zwłaszcza literaccy bohaterowie o wielkich wątpliwościach i podobnie wielkich konsekwencjach swoich działań. Hamlet to również my, usadowiona w wąskich rzędach i ciasnej przestrzeni publiczność. Na biało-czarnych projekcjach wyświetlanych na ścianie widnieją ludzie, którzy uczą się żyć, nie widząc. Ich krótki wzrok skrócił się do zera, rękami próbują wymacać nieskończoną przestrzeń. Wszyscy udajemy, jakbyśmy widzieli i wiedzieli więcej, a tak naprawdę stajemy się niewidomi i wiemy coraz mniej, więc zadajemy sobie odwieczne hamletowskie pytanie. Czy słusznie? Mózg to przecież jedna wielka blizna, a rzeczywistością rządzi przypadek. Chyba lepiej już być maszyną.

Marcin Miętus

***

HAMLETMASZYNA. Reenactment, reżyseria: Lucy Sosnowska (Polska)

Shakespeare Daily

Rytuał-23-albo-obrazy-ze-śmierci-wodza-Piotr-Mateusz-Wach-fot.-Sebastian-Góra-www.sebastiangora.com_.jpg

6 sierpnia 2017

Mimo że dramaturgię Juliusza Cezara organizuje krwawa akcja, jest on przede wszystkim dramatem słów, które – mniej lub bardziej bezpośrednio – przeobrażają rzeczywistość. Słowa bowiem z jednej strony przekształcają się tutaj w sztylety, z drugiej – w pewien sposób redefiniują czyny. Doskonale widać to na przykładzie popisowej mowy Marka Antoniusza, który zmienia status Brutusa z wybawcy na zdrajcę i mordercę, skazując go tym samym na społeczno-polityczną marginalizację. Piotr Mateusz Wach w spektaklu Rytuał 23 albo obrazy ze śmierci wodza niemalże całkowicie rezygnuje jednak z narracji werbalnej. W choreografii inspirowanej japońskim butō – tańcem ciemności – ucieleśnia Szekspirowską tragedię, zwracając uwagę na to, co w niej nie tyle podświadome, ile boleśnie uniwersalne.

Wach zawęża przestrzeń tańca, ustawiając na scenie niewielką przezroczystą gablotę albo – jak kto woli – klatkę, która ogranicza ruch, a więc poniekąd ujarzmia ekspresję niekiedy rozgorączkowanego ciała. Performer znajduje się we wnętrzu instalacji, co czyni jego choreografię rodzajem kinetycznej analizy przypadku. Badane są tutaj z jednej strony mechanizmy odpowiadające za wytwarzanie „ja” tyrana, z drugiej – repertuary gestów właściwych demagogom i przywódcom, a innymi słowy – języki ciał, które pragną, a może nawet żądają, wielkości i władzy. Wach, podobnie jak w swoim wcześniejszym szekspirowskim solo – Ryszard. Ciało z gniewu, wyprowadza ruch z przestrzeni irracjonalnych, którym dałoby się przypisać wspólny mianownik wewnętrznego mroku, i rzadko przełamuje afektualno-abiektualną poetykę.

Tancerzowi udaje się w Rytuale 23… rzecz dość paradoksalna: rezygnując ze słów, jednocześnie o nich opowiada. Ruch jego ciała zdaje się bowiem podporządkowany dynamice narracji i tego, co ją poprzedza, czyli pragnień, emocji i afektów. Odsłonięta klatka piersiowa performera pozwala na przyjrzenie się cielesnemu mikrokosmosowi jako nośnikowi miłości płynnie przechodzącej w nienawiść oraz lustru obnażającemu manipulatorski potencjał gestów i słów udających troskę. Wach odgrywa bowiem fanatyzm nie tyle mimiką, ile całym ciałem, które pogrąża się w niemym krzyku, balansując na granicy szaleństwa i strategicznego geniuszu. Rzymski tyran niejako znika z tej opowieści, ustępując miejsca metaforycznej figurze wodza-przywódcy, która zjawia się w spektaklu w różnych konfiguracjach. Performer zdaje się jednocześnie Juliuszem i Brutusem, a nawet – Markiem Antoniuszem. W Rytuale 23… chodzi bowiem przede wszystkim o powtarzalność schematu dochodzenia do władzy i cienką granicę między patriotyzmem a nacjonalizmem (stąd subtelnie zarysowany akcent polski).

Największym błędem Brutusa było to, że nie zabił Antoniusza. Oszczędzając go, niejako oszczędził Juliusza – ciało umarło, ale duch tyrana przetrwał i właśnie o tym duchu zdaje się tańczyć Wach. Gablota, w której porusza się performer, jest w tym kontekście metaforą karuzeli historii, a sam Wach – ucieleśnieniem dyktatury czy szerzej – konfliktu racji politycznych.

Alicja Müller

***

Rytuał 23 albo obrazy ze śmierci wodza, koncepcja, choreografia, wykonanie: Piotr Mateusz Wach (Polska)

Shakespeare Daily

2017_08_03_25_resize.jpg

6 sierpnia 2017

W tegorocznym Konkursie SzekspirOFF brało udział osiemnaście spektakli, ocenianych przez konkursowe Jury, w składzie: Jacek Wakar (krytyk teatralny), Jacek Głomb (dyrektor Teatru Modrzejewskiej w Legnicy) oraz Romuald Wicza-Pokojski (dyrektor Teatru Miniatura w Gdańsku).

Oprócz nagród Jury, przyznane zostały także nagrody Redakcji gazety festiwalowej Shakespeare Daily oraz Nagroda Publiczności.

 

Werdykt Jury Konkursu SzekspirOFF 2017:

Jury Konkursu SzekspirOFF 2017, w składzie Jacek Wakar (przewodniczący), Jacek Głomb oraz Romuald Wicza-Pokojski, postanowiło przyznać następujące nagrody i wyróżnienia:

Grand Prix w wysokości 6.500 PLN SzekspirOFF 2017 – dla Piotra Mateusza Wacha i pozostałych twórców spektaklu „Rytuał 23 albo obrazy ze śmierci wodza” za twórczą inspirację dziełem Williama Szekspira, konsekwentne przekraczanie granic teatralnych gatunków i artystyczną uczciwość.

Wyróżnienie zespołowe w wysokości 1.500 PLN dla twórców i wykonawców spektaklu „Szekspir czy buty” z PWST im. L. Solskiego w Krakowie za bezpretensjonalną grę z utworami Williama Szekspira.

Wyróżnienie w wysokości 1.000 PLN dla Mateusza Ławniczaka za szlachetne przybliżenie muzyki czasów elżbietańskich w „Pieśniach szekspirowskich”.

Dwa wyróżnienia aktorskie po 500 PLN każde za osobowości sceniczne: dla Agaty Woźnickiej za rolę w spektaklu „Hamletmaszyna. Reenactment” oraz dla Bartosza Budnego z Poznańskiej Fundacji Artystycznej za rolę w spektaklu „Hamlet”.

 

Nagrody Redakcji Gazety festiwalowej Shakespeare Daily:

Jury gazety festiwalowej „Shakespeare Daily” w składzie: Anna Bajek, Julianna Błaszczyk, Balbina Hoppe, Agata Iżykowska, Mira Mańka, Marcin Miętus, Alicja Müller, Agata Tomasiewicz, Katarzyna Wiśniewska, Julia Wróblewska postanowiło przyznać dwie równorzędne nagrody w wysokości 500 zł każda:

Dla Piotra Mateusza Wacha, za spektakl “Rytuał 23 albo obrazy ze śmierci wodza”
Doceniono konsekwentne próby rozwijania własnego języka scenicznego, wytrwałe poszukiwanie klucza do wyrażenia ciałem tego, co Szekspir powiedział słowami.
oraz
Dla Teatru PAPAHEMA za przedstawienie “Poskromienie złośnicy”
Doceniono świeże, energetyczne aktorstwo i próby odczarowania tekstu, któremu przypisuje się miano najbardziej szowinistycznego dramatu Szekspira.

 

Nagroda Publiczności:

Nagrodę publiczności w wysokości 700 PLN otrzymuje teatr Papahema za “Poskromienie złośnicy” – za wyważenie właściwych proporcji między rozrywką i refleksją; między tradycyjną konwencją a bardzo współczesną interpretacją i wreszcie – między brawurową grą zespołową a eksponowaniem wybitnych, indywidualnych kreacji artystycznych.

Wyróżnienie w wysokości 300 PLN przyznano Csiky Gergely Hungarian State Theatre z Timisoary, Rumunia za “7/7 The Dance of Life in Seven Steps” – za wyjątkową wrażliwość, autentyzm oddania emocji i niezwykłą delikatność w mówieniu o tym, co nieuniknione.

 

Anna Szynkaruk-Zgirska

zaslepki-big-off-1200x800.png

5 sierpnia 2017

6 sierpnia o 14:30, po spektaklu Zakochany Szekspir ogłoszone zostaną wyniki Konkursu SzekspirOFF.

Poznamy werdykt Jury Konkursu, w składzie: Jacek Głomb (dyrektor Teatru Modrzejewskiej w Legnicy), Romuald Wicza-Pokojski (dyrektor Teatru Miniatura w Gdańsku), Jacek Wakar (krytyk teatralny).

Swoją nagrodę przyzna też redakcja Gazety Festiwalowej Shakespeare Daily.
Wręczona zostanie także Nagroda Publiczności.

Anna Szynkaruk-Zgirska

spektakl_odwolany_slider_620x270.jpg

5 sierpnia 2017

Z przykrością informujemy, że dzisiejszy spektakl w ramach SzekspirOFF – “Makbet” słowackiego teatru Divadlo Kontra został odwołany, z przyczyn niezależnych od organizatora. Spektakl miał być pokazany w Teatrze w Oknie o godz. 15:00 i 18:00.

Zapraszamy do kasy Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego po zwrot za bilety.

 

Anna Szynkaruk-Zgirska


5 sierpnia 2017

Declan Donnellan, reżyser jednego z największych wydarzeń festiwalu – Miarki za miarkę, koprodukcji brytyjskiej grupy Cheek by Jowl i rosyjskiego Teatru Puszkina w Moskwie, świętował na festiwalu swoje urodziny. Wszystkiego najlepszego!

Film Antoniji Putić

Anna Szynkaruk-Zgirska