21. Festiwal Szekspirowski

10 dni / 300 szekspirologów
artyści, aktorzy, animatorzy
twórcy, reżyserzy, krytycy

28 lipca – 6 sierpnia

Hamlet-Dramma-per-Musica-reż.-Rostyslav-Derzhypilsky-fot.-Dawid-Linkowski1-1200x800.jpg

4 sierpnia 2017

Wejścia do krypty pilnują zakapturzeni mnisi. Na proscenium bezwładne ciała, nad nimi zgaszone lampy. Błysk latarki. Trzy ubrane na czarno kobiety wchodzą w krąg światła, odkładają na bok metalowe kuferki i witają się pocałunkiem. Po chwili zaczną szeptać zaklęcia, za sprawą których Hamletowskie uniwersum zostanie wskrzeszone.

Zapożyczony z Makbeta wątek trzech wiedźm reżyser Rostyslav Derzhypilsky rozwija, oddając historię duńskiego księcia w ich ręce. Upiorny tercet obudziwszy pogrążonych we śnie bohaterów Hamleta, nieprzerwanie będzie im towarzyszył, przejmując w odpowiednim momencie role przyjeżdzających do zamku aktorów, odgrywających autorską wersję Pułapki na myszy, bądź grabarzy bawiących się czaszką Yoricka. To również jedna z wiedźm podaje w finale spektaklu Gertrudzie (Irma Vitovska-Vanza) piersiówkę z trucizną, którą ta łapczywie wypija. We trzy zdają się panować nad scenicznym światem, poruszać niewidzialne sznurki wespół z muzykami, towarzysząc im jako wokalne tło lub grając na mniejszych instrumentach. Innym razem tańczą lub wykonują charakterystyczne mechaniczne gesty.

Dlaczego jednak wiedźmy zostały przez twórców Hamleta, Dramma per Musica nazwane w programie Eryniami, pochodzącymi z mitologii greckiej boginiami zemsty i wyrzutów sumienia? Mszczą się na Hamlecie, przywracając go do życia? Być może. Duński książę znalazł się w dziwacznym świecie przypominającym weselną ucztę lub tragikomiczną stypę, pełną ekscentrycznych członków rodziny. Kryptę-grobowiec, z którego z pewnością chciałby się wydostać. Brak tej możliwości sprawia, że popada w szaleństwo. Grający Hamleta Oleksiy Hnatkovsky początkowo depresyjny i powolny, wraz z rozwojem akcji – wiernej Szekspirowi, tylko okrojonej – zaczyna krzyczeć z obłędem w oczach, śmiać się, gwizdać i anektować coraz więcej przestrzeni. Z lubością uprawia gry słowne (mówiony po angielsku fragment o podróży do Anglii), bawi go czarny humor; w jednej ze scen smaży na małej patelni kawałki mięsa, sugerując, że mogą to być zwłoki Poloniusza, którymi częstuje nie tylko stryja, ale i widzów.

Duch zamordowanego ojca Hamleta powraca w muzyce, która jest nieodłącznym elementem przywiezionego z Ukrainy spektaklu. Reprezentuje go przede wszystkim grający na kontrabasie dyrygent kilkuosobowej orkiestry, stojący na szczycie metalowej konstrukcji, zajmującej większą część sceny. Muzyka rozpięta od neobarokowych brzmień do progresywnego rocka i trip-hopu nie cichnie prawie wcale, zmieniając jedynie natężenie oraz dominujący instrument – wspomniany kontrabas bądź wiolonczelę, perkusję czy waltornię. Na scenie znajdują się również kotły, przy których najczęściej gromadzą się mnisi, oraz syntezator miksujący muzykę klasyczną – w niektórych momentach spektaklu można wychwycić utwory Georga Friedricha Händla i Arnolda Schönberga. Za warstwą dźwiękową podążają reflektory; gdy ścieżka muzyczna ulega intensyfikacji, wraz z nią pulsuje żółte światło.

Poczucie niedopasowania poszczególnych elementów przedstawienia, wynikające z pomieszania różnych porządków i konwencji, pojawia się także w kwestii doboru kostiumów. Pozostawiane na uboczu stelaże z barokową garderobą kontrastują z nowoczesną bluzą Hamleta oraz asymetrycznymi swetrami Ofelii (Anastasiya Blazhchuk) i Laertesa (Ivan Blindar). W akcję włączone zostały również telefony komórkowe; list Hamleta do ukochanej to sms, a wiedźmy-Erynie wdzięczą się do aparatu, robiąc selfie. Czy znalazło to w spektaklu swoje uzasadnienie? Chyba nie do końca. Wysłannikiem przyszłości w nowoczesnym garniturze, z notebookiem pod pachą jest Fortynbras (Yevhn Kholodnyak), który nie kończy jednak przedstawienia monologiem o bohaterstwie tytułowego bohatera, bowiem reżyser postanowił ponownie oddać głos Hamletowi oraz jego: „Być albo nie być…”. Monolog kończy się jednak dopisanym, dojmującym „czy jest tu ktoś?” Czy znajdujący się w kilku wymiarach – przeszłości, przyszłości, teraźniejszości – bohater jest skazany na wieczne niebycie? W takim gatunkowym miszmaszu na pewno.

Marcin Miętus

***

Hamlet, Dramma per Musica, reżyseria: Rostyslav Derzhypilsky, Teatr Muzyczno-Dramatyczny w Iwano-Frankiwsku i Opera Nova (Ukraina)

Shakespeare Daily

Gburlet-reż.-Piotr-Kosewski-fot.-Sebastian-Góra-www.sebastiangora.com_.jpg

4 sierpnia 2017

Z tytułem tego tekstu jest trochę jak ze słynnym dowcipem opowiedzianym na falach Radia Erewań: „Czy to prawda, że na placu Czerwonym rozdają samochody? Tak, to prawda, ale nie samochody, tylko rowery, nie na placu Czerwonym, tylko w okolicach Dworca Warszawskiego i nie rozdają, tylko kradną”.

No dobrze – aktorzy nie występują tak zupełnie do kotleta, tylko na ulicy Długiej, dla gapiów, znudzonych dorosłych i ich dzieci oderwanych od fidget spinnerów, pana w stroju Minionka i kapiących lodów. I nie „grają Gburleta”, tylko „zgrywają się”. Hej – zapytałby ktoś – ale czy nie o to właśnie chodzi, o zaraźliwy ludyczny żywioł, o wychodzenie ze sztuką do ludzi, o popularyzatorską misję ulicznego teatru?

Niby tak, ale zanim widzowie zdążą się dopchać, pokrążyć trochę, znaleźć odpowiednie miejsce, nadepnąć na kilka stóp, dopytać, kto zacz, po co i dlaczego, to nagle cała sztuczka dobiega końca i aktorzy ustawiają się do oklasków. Hej – ktoś może spytać po raz kolejny – przecież tak miało być, wszak to Jeremi Przybora i jego humorystyczny Gburlet, zwany inaczej Hamletem chuligańskim, a przecież ów (Przybora, nie Hamlet) wielkim satyrykiem był. Owszem, ale trzeba pamiętać, że tekst współzałożyciela Kabaretu Starszych Panów to tylko literacka ciekawostka, co prawda urocza i zabawna, ale mogąca zaistnieć tylko jako część wkomponowana w większą, kabaretową całość. Co celne i zabawne w krótkim tekście, niekoniecznie musi być zabawne i krótkie w warunkach scenicznych.

Pisać nie ma o czym. Jest Gburlet (Piotr Kosewski) wysztafirowany na modłę hipsterską, jednak ze zgoła anachroniczną szpadą w ręce. Jest Ofelia (Paulina Wojtowicz), jakby wycięta z płótna Waterhouse’a, która po odegraniu swojej rólki siada na parapecie w witrynie sklepu z wymownym szyldem „Cepelia”. Są i inne postaci, określane za pomocą prostych gagów, zagrane momentami dość lekko, jednak nie na tyle, by wykrzesać frenetyczną energię.

Wszystko rozumiem – że to spektakl pretekstowy, „specjalnie-na-tę-okazję”, że nie ma aspiracji do stania się wielką sztuką, że to tylko, ekhem, doraźny kabaret, pięciominutowy przerywnik, teatralny muzak et cetera. Szkoda tylko artystów, bo jak już coś robić, nawet bez niebosiężnych ambicji, to można to ugryźć w sposób błyskotliwy.

Stos trupów rośnie, a mi zostało zetrzeć lodową ciapę z buta i ruszyć dalej.

Agata Tomasiewicz

***

Gburlet, reżyseria: Piotr Kosewski, Teatr Specjalnie na Tę Okazję (Polska)

Shakespeare Daily

Anna-Khalilulina-Peter-Rykov.-Photo-Johan-Persson-1200x837.jpg

4 sierpnia 2017

Dziś na scenie Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego jeden z najbardziej oczekiwanych spektakli tegorocznej edycji Festiwalu Szekspirowskiego, okrzyknięty w Moskwie „wstrząsającym portretem współczesnej Rosji” – Miarka za miarkę w reżyserii Declana Donnellana. Jest to koprodukcja legendarnej brytyjskiej grupy Cheek by Jowl przygotowana w Teatrze Puszkina w Moskwie. Spektakl zaprezentowany zostanie o godz. 19:00

Tym razem wyjątkowo przed spektaklem, o godz. 17:30 zapraszamy na spotkanie z reżyserem spektaklu Declanem Donnellanem, który jest także reżyserem pierwszej oryginalnej produkcji Zakochanego Szekspira, wystawionej na West Endzie w 2014 roku.
Reżyser zostaje dłużej na Festiwalu Szekspirowskim, żeby obejrzeć naszego Zakochanego Szekspira, który jest koprodukcją Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego i Teatru Wybrzeże prezentowaną na zakończenie festiwalu 6 sierpnia o godz. 11:00.

 

Anna Szynkaruk-Zgirska

20170803_130830
Gdansk_2017_0015
Gdansk_2017_0076
IMG_20170802_111446
IMG_20170803_165658

4 sierpnia 2017

W czwartek i w piątek o godz: 17:00 zapraszamy na pokazy spektaklu “Much Ado About Nothing” stworzonego podczas warsztatów prowadzonych przez reżyser Tanyę Roberts i studentów London Metropolitan University z polskimi uczestnikami.

Pokazy odbędą się w GAK-Stacja Orunia przy ul. Dworcowej 9 w Gdańsku

Spektakl, na podstawie sztuki “Wiele hałasu o nic” będzie grany w języku angielskim, bez tłumaczenia.

Wstęp na wydarzenie jest wolny.
Serdecznie zapraszamy!

Więcej o spektaklu

Anna Szynkaruk-Zgirska

Feast-Womens-Appetite-for-Shakespeare-reż.-Philip-Parr-fot.-Sebastian-Góra-www.sebastiangora.com_.jpg

3 sierpnia 2017

Wieczór piątego dnia nurtu SzekspirOFF XXI Festiwalu Szekspirowskiego upłynął pod znakiem żeńskiego pierwiastka. Mieliśmy okazję obejrzeć dwa spektakle, które choć należały do odmiennych nurtów teatralnych, miały wspólny mianownik: obydwa opowiadały o kobiecości.

Pierwszym z nich był spektakl 7/7 The Dance of Life in Seven Steps. Jest to dynamicznie, a zarazem lekko poprowadzony spektakl z nurtu teatru tańca, traktujący o życiu kobiety – zarówno jego fizycznym, jak i psychologicznym wymiarze. Pośród mroku leży w pozycji embrionalnej półnaga kobieta, w tle gra rytmiczna, elektroniczna muzyka. Nagle zaczyna pląsać, by tymże ruchem oddać moment, w którym rozwój człowieka jeszcze jest na poziomie komórkowym (co sugeruje projekcja na ekranie, na którym wyświetlane są rysunkowe minifilmy spełniające funkcję dookreślenia fabuły). Po chwili ruchy aktorki są coraz lepiej skoordynowane i szerokie, a na ekranie pojawia się rysunkowa mała dziewczynka – znak, że główna bohaterka to kilkuletnie dziecko. Potem nadchodzi przedstawienie etapu szkolnego (szalony taniec z ogromnym, różowym tornistrem szkolnym), młodzieńczego, a wraz z nim pierwszych miłości i odkrywania seksualności (ciut niezdarne, a zmysłowe w zamiarze ruchy młodocianej uwodzicielki, która podrywa pierwszych chłopaków), wczesnodorosłego, gdy kobieta idzie do poważnej pracy (wówczas tempo tańca nagle się wzmaga, ruchy są dynamiczne, pełne, muzyka zaś głośniejsza, a jej rytm szybszy).

Najciekawiej jednak zrobiło się pod koniec spektaklu, od momentu, gdy kobieta zaczęła się starzeć. Zastosowano wtedy najprostszy, a równocześnie najbardziej efektowny trik na scenie. Jako że bohaterka spektaklu poświęciła się obowiązkom domowym, jej głowa (a w zasadzie umysł i wszelkie myśli) niejako utknęły w wielkim garze, jakby ów gar był symbolem prozy życia rodzinnego. W garze znajdowała się mąka, która wniknęła w imponująco długie i gęste włosy artystki i osiadła na jej twarzy. Rozpoczął się bardzo efektowny taniec, gdyż z każdym ruchem głowy wznosił się w powietrze obłok mąki, który jakby tańczył razem z bohaterką. Ciekawym zabiegiem jest też nałożenie na siebie w projekcji poprzednich ról kobiety, wyświetlanych bezpośrednio na performerce. Rozpoczyna się ostatni, pełen ekspresji taniec. Po jego zakończeniu bohaterka położy się na scenie, tak jak na początku spektaklu. Jej życie zatoczyło koło.

Spektakl powstał z inspiracji sztuką Jak wam się podoba, z której zaczerpnięto fragment monologu Jacques’a o traktowaniu świata jako sceny. Choć gdyby nie wyświetlono tego cytatu na początku, trudno byłoby się domyślić, że przedstawienie zostało zainspirowane Szekspirem. Nawiązując jednak do dramatu, można napisać, że w tym przedstawieniu kobieta była symbolem wszystkich kobiet, które muszą codziennie wcielać się w wiele ról, by dobrze występować na scenie świata.

Następnym żeńskim spektaklem była koprodukcja teatru Parrabola & begin begin, pod tytułem Feast: Women’s Appetite for Shakespeare. W tym przedstawieniu spotkało się sześć bohaterek różnych dzieł Szekspira: Emilia z Otella, Lady Makbet, Lady Anne z Ryszarda III, Imogen z Cymbelina, Ofelia oraz Izabela z Miarki za miarkę. Nie było tu efektownej choreografii i multimediów. Była za to zaaranżowana na warunki teatralne kuchnia, w której bohaterki przygotowywały tytułową ucztę.

W atmosferze tak zwanych babskich pogaduszek, kobiety wspominały swoje losy, jakie zgotował im Szekspir w swych dziełach, ale też próbowały usprawiedliwić swoje działania czy działania swoich mężczyzn. Nie obyło się bez uszczypliwości, ale nad wszystkim panowała niewidzialna wróżka, która niejako zaklinała rzeczywistość bohaterek, objaśniając przy okazji widzom akcję. Głównym powodem spotkania kobiet okazała się nie tyle próba rozliczenia się z własnym „ja” w opozycji do Szekspirowskiej charakterystyki, ile utwierdzenie się w przekonaniu, że tylko razem są silne. Wiedzą, że nie muszą się zmieniać, by żyć we wzajemnym wsparciu i przyjaźni. Tak jak mieszały składniki w kuchni, tak wymieszały swoje obawy, uczucia i emocje, że wyszła z tego nowa jakość ich relacji. Bez obwiniania kogokolwiek za swój los kobiety wzniosły toast za ciąg dalszy swoich historii, a Ofelia obdarowała wszystkich ziołami. Widzowie również coś z tego otrzymali – po gałązce rozmarynu, by wciąż mieć je w pamięci. W tej niemalże magicznej atmosferze rozpoczęła się uczta.

Spektakl doskonale i autentycznie oddaje zawiłość damskich relacji. Niekiedy zadziorne, wyniosłe, to jednak zawsze troskliwe i empatyczne kobiety potrafią się wykazać siłą i zawalczyć o swoje – nie tylko te od Szekspira, ale i żyjące poza literacką fikcją.

Katarzyna Wiśniewska

***

7/7 The Dance of Life in Seven Steps, choreografia: Baczó Tünde, Csiky Gergely Hungarian State Theatre in Timişoara (Rumunia), Feast: Women’s Appetite for Shakespeare, reżyseria: Philip Parr (Wielka Brytania)

Shakespeare Daily